|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Święta Góra Montserrat
Góra jest niesamowita. Z autostrady pomiędzy Barceloną a Tarragoną można ją podziwiać w całej okazalości. I jak ktoś wie, że gdzieś tu powinna być, to rozpozna ją bezbłędnie- jej skalne paluchy wyciągają się do nieba. Jadąc wieczorem można wypatrzeć światełka klasztoru na jej zboczu, Wybraliśmy się na Montserrat dwukrotnie. Dlaczego aż dwa razy. Ao dlatego, że za pierwszym razem, ufając, że skoro od celu nie dzieli nas zbyt dużo kilometrów, to spokojnie możemy je pokonać korzystając z lokalnych dróg i nie wjeżdżając na autostradę. I to był błąd- jechaliśmy, jechaliśmy, a góra wcale się nie przybliżala, I tak zmarnowaliśmy ponad dwie godziny. Drugi błąd był taki, że zobaczywszy stację kolejki linowej i wielką stzałę wskazującą kierunek na klasztor wprost do owej stacji, stwierdziliśmy, że może jest to najprostsza, a może i jedyna droga na górę, zatem porzuciliśmy forda na parkingu i wsiedliśmy do wagonika. A takie oto widoki mieliśmy po drodze: Na górze okazało się, że do ostatniego zjazdu na dół mamy zaledwie półtorej godziny, zatem nie poszalejemy specjalnie. Oczom naszym ukazał się też wygodny parking i asfaltowa droga, ktora dało się wjechać pod sam klasztor.. Cóż, trzeba się było lepiej przygotować merytorycznie do tej wycieczki. No ale dzięki nieprzygotowaniu mieliśmy nieplanowaną atrakcję w postaci jazdy kolejką linową. Niektorym to nawet adrenalina skoczyła, a drogę powrotną przebyli trzymając kurczowo Najmłodszą i kucając sobie na podłodze- żeby tych widoków nie podziwiać. Bo w dół jest jakby gorzej niż w górę. Klasztor na Montserrat jest najważniejszym sanktuarium w Katalonii. Znajduje się w nim figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, tutejszej Czarnej Madonny, albowiem oboje są czarnoskórzy. Legenda głosi, że figurę wyrzeźbił święy Łukasz, a znaleziono ją w 880r. w grocie Santa Cova. W 976r. osiedlili się tu benedyktyni, którzy zamieszkują klasztor do dzisiaj. Montserrat oznacza "przepiłowana góra", legendy mówią, że to aniołowie wyrzeźbli ją w tak fantazyjne kształty pry pomocy złotej piły, przygotowując tu dom dla Matki Boskiej. Fasada bazyliki z figurami Chrystusa i apostołów. Krużganki przed bazyliką. Współczesna rzeżba anioła- ja nazwalam go Liściastym Aniołem. Korytarz z wotywnymi świecami Trusia zapala jedną- dla Ciszka. Pierwsza wizyta w Montserrat tylko zaostrzyla nam apetyt- bo miejsce jest rzeczywiście wspaniale. I niekoniecznie trzeba być osobą wierzącą i pielgrzymować do Czarnej Madonny. Bo jest to też miejsce cudownych, zapierających dech w piersiach widoków, liczne ścieżki i dróżki po zboczach zachęcają do powłóczenia się po okolicy, wspaniałe muzeum kusi dziełami m.in. Daliego, Picassa, Degas, Moneta, El Greca. Zatem postanowiliśmy, że jeszcze tu wrócimy. No i wróciliśmy- tym razem minęliśmy stację kolejki linowej i pojechaliśmy ździebko dalej, by serpentynami wspiąć się pod klasztor. Oczywiście zrezygnowaliśmy tym razem z lokalnych dróg na rzecz szybszej i prostszej autostrady. Poprzednio byliśmy to późnym popołudniem, więc miejsce wydawało nam się niesamowicie puste i ciche. Tym razem dotarliśmy koło południa i ludzi było sporo. Wzdłuż drogi od parkingu do klasztoru ustawione były kramy- ale nie z kiczowatymi dewocjonaliami, lecz z regionalną strawą, pysznymi serami owczymi, kozimi i krowimi (odpowiednie figurki stojące na piramidzie z seró winformowały z czyjego mleka zostały one zrobione), lokalnymi wędlinami, miodami, winem. Sprzedawcy kusili, podsuwając kawałeczki do degustacji. Sery- przepyszne. Dziedziniec przed klasztorem. Fasada bazyliki raz jeszcze- tym razem ujęta innym obiektywem. Wnętrze bazyliki- organy La Moreneta- Czarnulka z Montserrat. Legenda głosi co prawda, żefigurę wyrzeźbił święty Łukasz, ale badania wykazały, żę pochodzi ona z XII wieku. Pielgrzymują do niej boso sportowcy przed zawodami, młodzi ludzie z calej Katalonii wyruszają na nocną wędrówkę, by zdążyć obejrzeć z góry wschód słońca. W 1881 roku Madonnę z Montserrat ogłoszono patronką Katalonii. Przechodzący przed figurą pielgrzymi glaszczą prawą rękę Madonny- na szczęscie. Piękna kaplica za ołtarzem głównym- tu w ciszy i z dala od tłumów można chwilkę posiedzieć za plecami Czarnej Madonny, przedstawić Jej swoje prośby. Anioły z kopuły kaplicy. Świece- giganty I druga świeczka- dla Misi. Trusia z Liściastym Aniołem- polubiłyśmy tą rzeźbę. Czas na chwilkę rozrywki- nie zapomniano tu o najmłodszych, na tyłach klasztoru jest dla nich sympatyczny placyk zabaw. Tak się prezentuje klasztor ze ścieżki drogi krzyżowej Niesamowita ta góra, prawda? Mała turystka. Tuśmy (tu śmy?) dospacerowali- na widokowy balkon przy dużym krzyżu. Klasztor mieliśmy dokładnie naprzeciwko, tylko rękę wyciągnżą przez przepaść. Tak się prezentują zabudowania klasztoru z odleglości. A tam u góry jedna z wielu pustelni, do ktorych można dospacerować. Niektóre wydają się znajdować w zupełnie niedostępnych miejscach. Jak oni je zbudowali? Opuszczamy Montserrat- fajnie byłoby tu jeszcze wrócić, bo dużo nam zostało do zobaczenia/przespacerowania/podziwnięcia. Może za parę lat... Jaka ulga- tym razem nie muszę zjeżdżać kolejką:) Wracaliśmy inna stroną góry, po drodze mijając romański kościółek Santa Cecilia.
czwartek, 19 sierpnia 2010, dsmiatek
|